O masażu – list w butelce…

list znaleziony w butelce…

Piszę do Ciebie, bo muszę Ci coś opowiedzieć. Pamiętasz, jak ostatnio narzekałem na te plecy? Mówiłem, że czuję się jakbym nosił na sobie ciężar całego świata, a wstając rano, muszę się rozgrzewać przez 15 minut, żeby w ogóle się wyprostować? No więc w końcu coś z tym zrobiłem.

I nie, nie poszedłem do lekarza (chociaż pewnie powinienem), tylko dałem się namówić na masaż. Ale nie byle gdzie. Wybrałem się na osiedle Uroczysko w Kielcach. Wiem, brzmi trochę jak nazwa z horroru, ale spokojnie – nikt mnie nie zjadł, wręcz przeciwnie. Tu masz wiytówkę:

masaż Kielce

Szukałem czegoś blisko, bo nie miałem siły daleko jechać. Uroczysko kojarzy mi się z taką zieloną, spokojną częścią miasta, z dala od zgiełku centrum. I rzeczywiście, salon, do którego trafiłem, był taki… nienachalny. Bez wielkiego szyldu „SPA & WELLNESS”, zwyczajnie, ale schludnie. W środku od razu poczułem się bezpiecznie. Wiesz, taki klimat, że możesz przyjść spocony po pracy i nikt nie patrzy na Ciebie z góry.

Pani, która mnie przyjęła, od razy wyczuła, że jestem spięty. Nie zaczęła od razu ugniatać jak ciasta, tylko najpierw porozmawiała. Zapytała, co robię, przy czym pracuję. Jak usłyszała, że garbię się nad kompem, to tylko westchnęła i powiedziała: „No to jedziemy z tym koksem”.

I tu zaczyna się magia. Leżę na tym stole, twarzą w dół, muzyka leci taka spokojna, a ona robi swoje. I wiesz co? Przez pierwsze 10 minut myślałem, że umrę. Bolało jak jasna cholera! Ale to było takie dobre, rozpuszczające ból. Czułem, jak każdy guzek i każde spięcie w moich plecach powoli odpuszcza. To było jak usuwanie blokad z systemu – dosłownie i w przenośni.

Po godzinie wstałem i… nie mogłem uwierzyć. Chodziłem prosto! Nie ściemniam. Ból, który towarzyszył mi tygodniami, zniknął. Czułem się, jakbym dostał nowe plecy w prezencie. Wyszedłem z tego salonu na Uroczysku, odetchnąłem głęboko tym kieleckim powietrzem i pomyślałem: „Kurczę, czemu ja na to nie poszedłem wcześniej?!”

Wiem, że masaż brzmi jak fanaberia, ale to jest serio mechanika. Jak Ci coś w samochodzie stuka, to idziesz do mechanika. Jak Tobie coś strzyka w plecach, to idziesz do masażysty. I nie trzeba jechać do centrum, stać w korkach. Wystarczy wpaść gdzieś z boku, na osiedle, gdzie jest cisza i spokój.

Naprawdę, ogarnij to. Zwłaszcza jak mieszkasz gdzieś w okolicy Uroczyska, Bocianka czy coś. Bo potem chodzisz i masz uśmiech od ucha do ucha, a nie skrzywioną minę z bólu. Idź na masaż w Kielcach, jak już tam jesteś.

Plecy już nie bolą, więc lecę grać w squasha! Trzymaj się!

Pozdrawiam,
Twój właśnie-wyprostowany kolega

Henna brwi i rzęs w salonie kosmetycznym

Hej Kochana! 💖

Muszę Ci się z czymś podzielić, bo od wczoraj nie mogę przestać o tym myśleć! Wiesz, że zawsze szukałam pomysłu na jakieś małe biznesowe „coś” – żeby trochę sobie dorobić, ale żeby to było przyjemne i… no wiesz, żeby to było dla kobiet. I właśnie trafiłam na ZŁOTO!

Henna – tak henna… ale słuchaj dalej…

Poszłam w sobotę do salonu na henne brwi i rzes. Nie na tatuaż, nie na mikrobladging – właśnie na hennę. I dziewczyny, to jest REWELACJA. Efekt super naturalny, brwi wyglądają wypielęgnowane przez 3-4 tygodnie, a klientki wychodzą uszczęśliwione, bo wyglądają świetnie bez codziennego rysowania.

I tu pojawia się najlepsze: WŁAŚNIE NAUCZYŁAM SIĘ TO ROBIĆ! Poszłam na jednodniowy kurs. To nie jest skomplikowane, naprawdę! Materiały startowe nie są drogie, a cena zabiegu w salonie to około 100-150 zł. Wyobrażasz to? Kilka zabiegów tygodniowo i już fajny, regularny dodatkowy hajs.

Myślałam o Tobie od razu, bo:

  1. Masz tę cierpliwą, delikatną rękę (pamiętam, jak perfekcyjnie robiłaś nam w liceum makijaż!).
  2. Uwielbiasz pracę z ludźmi i masz ten luz, przy którym klientki się rozluźniają.
  3. Szukamy obie czegoś, co możemy robić po godzinach lub nawet rozkręcić na większą skalę.

To nie jest jak studia medyczne – kurs trwa kilka godzin, praktykę zaczyna się od… koleżanek! Mam już nawet namiary na super szkolenie, gdzie wszystko tłumaczą od A do Z.

Wyobraź sobie: swoja mała, estetyczna stacyjka w salonie, własne godziny, zapach kawy, miłe rozmowy i kobiety, które wychodzą od Ciebie z uśmiechem i piękniejszym spojrzeniem. I to wszystko bez wielkiej inwestycji na start! Tylko Ty, Twój salonik i henna na stoliku obok fotela kosmetycznego.

Jak myślisz? Chciałabyś się tym zainteresować? Możemy nawet pójść na ten kurs razem – będzie zabawniej i taniej! Albo chociaż przyjdź, zrobię Ci hennę za darmo, żebyś zobaczyła, o czym w ogóle mówię i poczuła ten efekt. 💕

Odpisz, jak masz chwilę! Ściskam mocno i mam nadzieję, że Cię zaraziłam swoją ekscytacją!

Całusy! 😘